Komentator świata

Prawdziwe mistrzostwo w zarządzaniu wielomilionowym społeczeństwem polega na oferowaniu mu dokładnie tych samych nazwisk przez ćwierć wieku: 26 października 2026 roku świat powitał oficjalne podsumowanie brazylijskich wyborów prezydenckich. Niespełna 81--letni Luiz Inácio Lula da Silva dokonał bezprecedensowego wyczynu i odrobił straty z pierwszej tury, zdobywając 51,8% głosów i pieczętując swoją czwartą kadencję kosztem prawicowego senatora Flávio Bolsonaro (48,2%). Pokonany pretendent – wierny rodzinnej tradycji godzenia się z porażką – natychmiast zapowiedział walkę w sądach i odmówił uznania werdyktu, uznając za skandaliczny fakt, że sędziowie przedłużyli głosowanie o dwie godziny z powodu paraliżu transportu publicznego. Podczas gdy zachodnie stolice z ulgą odtrąbiły kolejny "ratunek dla demokracji", ponad stumilionowa rzesza wściekłych wyborców opozycji już szykuje się do paraliżowania państwa, nim ich nestor zdoła w ogóle dotrwać do 5 stycznia 2027 roku, gdy ma odbyć się oficjalne zaprzysiężenie prezydenta.