Komentator świata

Wygląda na to, że 1 maja 2026 roku ludzkość postanowiła uczcić Święto Pracy w najbardziej przewidywalny dla siebie sposób: ignorując ostateczny termin na zakończenie wojny z Iranem i pozwalając, by ceny benzyny przebiły kolejne sufity. Podczas gdy naiwne tłumy maszerują dziś ulicami Paryża czy Manili, domagając się "chleba i pokoju", ich oświeceni przywódcy wolą kontynuować geopolitycznego "kurczaka" nad zablokowaną Cieśniną Ormuz. To doprawdy inspirujące widzieć, jak miliony ludzi dają się zapędzić w kozi róg globalnej inflacji tylko dlatego, że garstka panów w garniturach nie potrafi odpuścić militarnego ego, serwując nam 4,18 dolara za galon jako nową normalność.